Uwaga na czerniaka

Kategorie:
Onkologia
,
Zdrowie kobiety

Choroby:
Rak piersi
Poleć stronę
Uwaga na czerniaka

Rozpoczyna się nowa era w leczeniu zaawansowanego czerniaka – tę dobrą wiadomość oznajmiono podczas wielkiego onkologicznego kongresu w Chicago.

Czerniak to nowotwór złośliwy wywodzący się z melanocytów, komórek produkujących barwnik nadający skórze ciemniejszy odcień - tłumaczy prof. Piotr Rutkowski, kierownik Kliniki Nowotworów, Tkanek Miękkich, Kości i Czerniaka Skóry Centrum Onkologii w Warszawie. Mieszkańcy Afryki właściwie nie chorują - ich skóra jest na tyle ciemna, że choroba ich nie dotyczy. Choroba dotyczy ludzi w każdym wieku, stosunkowo często jednak chorują młodzi (gros zachorowań przypada na osoby w wieku 40-49 lat, ale cierpi też wiele osób pomiędzy 20. a 29. rokiem życia). Zmiany najczęściej pojawiają się na skórze, znacznie rzadziej np. w oku czy na błonach śluzowych. Czerniak na szczęście nie jest schorzeniem bardzo częstym. W Polsce to 14. z kolei pod względem liczby przypadków nowotwór złośliwy - zapada na niego ok. 3 tys. Polaków rocznie. - Niepokojące jest jednak to, że ta liczba stale rośnie - ostrzega prof. Rutkowski. - Czerniak to choroba o najszybszej dynamice wzrostu zachorowań, liczba pacjentów podwaja się co 10 lat - dodaje specjalista.

Tylko nie solaria

Przyczyną czerniaka jest wystawianie się na słońce, a konkretnie, na uszkadzające DNA w naszych komórkach, promieniowanie ultrafioletowe.

<div class="speech-bubble"><div class="speech-bubble-up"><div class="speech-mark-left"></div><em><a href="http://pastylka.pl/forum/rak-piersi/39381,predyspozycje-do-zachorowania-na-raka-piersi">Predyspozycje do zachorowania na raka piersi</a><br /> - Gość</em><div class="speech-mark-right"></div></div><div class="speech-bubble-down"><strong>Podyskutuj na forum!</strong></div></div>

Słońce, by zaszkodzić, musi trafić na odpowiednią skórę. Na czerniaka najczęściej zapadają osoby z dużą liczbą znamion na ciele, rudzi i piegowaci albo mający jasne włosy, jasne oczy, ogólnie źle znoszący słońce i łatwo ulegający poparzeniom słonecznym. Szczególnie wrażliwe są dzieci - ich skóra jest cieńsza, bardziej podatna na oparzenia.

- Narażę się właścicielom solariów, ale muszę ostrzec, że ten sposób opalania jest wyjątkowo szkodliwy i może prowadzić do czerniaka - mówi prof. Rutkowski. - Nasze organizmy są zupełnie nieprzystosowane do znoszenia tak dużych dawek napromienienia UV. - Proszę pamiętać - nie ma bezpiecznej dawki promieniowania w solarium, tymczasem w Polsce nikt tego nie kontroluje, przepisy założenia takiego biznesu są takie same jak w przypadku zakładu fryzjerskiego. Nie ma też dolnego limitu wieku, w jakim można korzystać z solarium, a chodzi tam bardzo często młodzież. Szlag mnie trafia, jak widzę reklamę typu: „Przyjdź do nas i przygotuj się na słońce” - denerwuje się prof. Rutkowski. Na słońce powinniśmy się przygotować, stosując filtry i opalając się bardzo rozważnie - dodaje onkolog.

1, 2, 3, 4 milimetry

Naszym atutem w walce z czerniakiem jest fakt, że tworzący się nowotwór po prostu widać. Może albo coś się dziać ze starą zmianą, albo pojawia się całkiem nowe znamię, które rośnie. W obu przypadkach niepokojące jest to, gdy zmiana się poszerza, grubieje, swędzi, zmienia kolor. Mamy wtedy dwa wyjścia - idziemy albo do dermatologa, albo do chirurga onkologa. Lekarze za pomocą dermatoskopu są w stanie szybko ocenić, czy znamię jest groźne, czy nie.

Uwaga!

Profilaktyczne usuwanie starych znamion nie likwiduje ryzyka czerniaka, zawsze bowiem może pojawić się nowa zmiana, a z niej rozwinąć nowotwór. Po to, by ocenić, czy coś niepokojącego dzieje się na skórze, trzeba się regularnie oglądać, najpierw samemu, a w razie czego pokazać się lekarzowi. Czerniak w początkowej fazie, a więc gdy grubość zmiany nie przekracza milimetra, jest na ogół uleczalny. Wystarczy banalny zabieg chirurgiczny w znieczuleniu miejscowym. Jeśli takiej zmiany nie wykryjemy i poczekamy, aż urośnie ona na grubość do 2-3, a potem 4 milimetrów, a jednocześnie dojdzie początkowo do naczyń krwionośnych, potem do węzłów, a wreszcie - w najgorszym scenariuszu - da odległe przerzuty, np. do płuc, kości, mózgu, dla chorego nie ma ratunku. Pacjenci z zaawansowanym czerniakiem żyli do tej pory średnio sześć-osiem miesięcy, po pięciu latach nie żył nikt.

Zablokować chory gen

- Na szczęście coraz więcej osób trafia do mnie w pierwszym stadium nowotworu - mówi prof. Rutkowski. Wyleczalność z czerniaka w Polsce wynosi dziś ok. 60-70 proc. Reszta, a więc ok. tysiąca osób rocznie, umiera. To właśnie dla tych najciężej chorych pojawia się nadzieja. Na zjeździe w Chicago przedstawiono wyniki dwóch obiecujących badań. Pierwsze dotyczyło pacjentów z zaawansowanym czerniakiem, u których znaleziono specjalną mutację w genie BRAF. Taki gen posiada każdy z nas, ale - jak się okazuje - u mniej więcej u co drugiej osoby chorującej na czerniaka BRAF jest uszkodzony. Zwykle do nowotworzenia komórki potrzebują jakichś sygnałów z zewnątrz. Tymczasem gdy BRAF jest zmieniony, żadnych sygnałów nie trzeba, kolejne melanocyty zmieniają się nowotworowo i choroba napędza się sama. Gen BRAF odkryto w 2002 r. Trzeba było dziewięciu lat, by doczekać się pierwszych wyników tzw. III fazy badań klinicznych, w których zastosowano lek blokujący BRAF o roboczej nazwie Vemurafenib. Połowie spośród 675 pacjentów z zaawansowanym czerniakiem (wszyscy z nich mieli zmutowany gen BRAF, co zawczasu sprawdzono) podano nowy lek, a połowie standardową (i bardzo mało skuteczną) terapię. Badanie miało charakter otwarty, tzn. lekarze wiedzieli, kto z chorych dostaje nowy, a kto stary lek. Wyniki były na tyle dobre, że ze względów etycznych próbę po paru miesiącach przerwano i wszystkim zaczęto podawać lek blokujący gen BRAF. Na leczenie odpowiedziało bardzo wielu chorych. Efekt był niemal natychmiastowy, niestety, nie trwał zbyt długo. Przez kilka miesięcy prowadzenia badania zaobserwowano jednak aż 63 proc. spadek liczby zgonów i 74 proc. spadek szybkości wzrostu guza.

Cena, jaką płacili za to pacjenci, była jednak niebagatelna. Ponad 10 proc. chorych odczuwało poważne skutki uboczne, najczęściej wysypkę i bóle stawów, ale pojawiły się też rzadkie, mniej groźne od czerniaka, nowotwory skóry.

Dobre przeciwciało

Drugi obiecujący preparat to ipilimumab (IPI) atakujący czerniaka na innej zasadzie. IPI to wysoce wyspecjalizowane ludzkie przeciwciało pobudzające układ odpornościowy do walki z czerniakiem. Pomysł tzw. immunoterapii czerniaka nie jest nowy. Jakiś czas temu mówiono o szczepionkach przeciw tej chorobie. Próby te spaliły na panewce, być może dlatego, że próbowano wykorzystać antygeny samego czerniaka. Teraz spróbowano zadziałać w sposób mniej swoisty, a więc pobudzić nieczynne limfocyty T (rodzaj białych ciałek krwi). O pozytywnym działaniu IPI doniesiono już na zeszłorocznym ASCO, kiedy wykazano, że jest to pierwszy lek rzeczywiście wydłużający życie pacjentom z zaawansowanym czerniakiem, u których zawiodło dotychczasowe leczenie (niektórzy żyli nawet po trzech latach). Tym razem IPI podano osobom z przerzutami, wcześniej w ogóle nieleczonym. Połowie z 502 pacjentów podawano IPI plus standardową terapię, połowie placebo plus standard (w badaniu brali udział m.in. pacjenci z Polski). Efekt znów był bardzo pozytywny. Po roku w grupie z IPI żyło 47,3 proc. pacjentów (versus 36,3 w grupie kontrolnej), po trzech latach liczby te wyniosły odpowiednio 20,8 proc. versus 12,2. Nie oznacza to jeszcze zwycięstwa nad zaawansowanym czerniakiem, ale skoro po trzech latach żyje co piąty pacjent, to jest już coś.

Sławomir Zagórski

Gazeta Wyborcza

Dodaj komentarz do artykułu

Awatar
Gość
Wybierz nick i awatar!